Pełno nas, a jakoby nikogo nie było…

Wiadomość o śmierci Marzenki spadła na wszystkich tak nieoczekiwanie, tak nagle, tak boleśnie, że trudno w nią do teraz uwierzyć. Tym bardziej, że niektórzy dopiero niedawno dowiedzieli się o jej zmaganiach z ciężką chorobą, o nawrocie choroby…
Czemu nie wiedzieli? Bo Marzenka była zawsze taka energiczna, taka radosna, zawsze uśmiechnięta, przyjazna, pomocna, życzliwa. Nastawiona nie tylko na mówienie, ale też na słuchanie. Jeszcze w piątek taka była, cały czas taka sama… Profesjonalna do ostatniej chwili.

Na śmierć bliskich nigdy nie jest się przygotowanym, nawet jeżeli się jej spodziewamy, bo powoli nadchodzi. Śmierć, która przychodzi tak nagle i zabiera kogoś w sile wieku jest ciosem, po którym trudno się podnieść.
Cierpimy my, koledzy i koleżanki z pracy, popłakujemy, wspominamy, w kółko powtarzamy:

„Jeszcze w piątek ją widziałam…”, „Jeszcze w piątek z nią rozmawiałem…”, „Jeszcze w piątek z nią pisałam…”

My nie możemy się pogodzić z tym, co się stało, a jakże wielkie musi być w tym wszystkim cierpienie jej najbliższych, dzieci, męża… Tego nie sposób opisać słowami…

Marzenko, do zobaczenia kiedyś. Wiedz, że na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci, Twoja uśmiechnięta twarz, ciepły głos zostaną w naszych wspomnieniach. We wspomnieniach Twoich koleżanek i kolegów z pracy.
Pozostaną również w pamięci naszych uczniów, o których również dbałaś, o których również myślałaś. Dziękujemy Ci za wszystko, co dla każdego z nas z osobna zrobiłaś.

Bądź Aniołem Stróżem dla Twoich dzieci – to nasza wielka i ostatnia prośba.

Twoje koleżanki i koledzy z pracy